<title_newspaper="Życie Warszawy">
<title_article="’Nowe szaty króla’ wg Andersena">
<author_1="Adam W. Wysocki">
<author_2="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="4">
<date="1951-04-18">
<period="d">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Ta, znana ogólnie bajka Andersena, posłużyła Aleksandrowi Maliszewskiemu jako tworzywo, do oryginalnego, skrzącego się dowcipem widowiska, napisanego specjalnie na potrzeby i użytek krakowskiego teatru lalek „Groteska”.
Reżyser i inscenizator sztuki Władysław Jarema, znany już dobrze publiczności stołecznej z nagrodzonego w czasie Festiwalu Sztuk Radzieckich „Konika Garbuska”, sięgnął tym razem do zupełnie odrębnych, rzadkich dotychczas w teatrze lalek form inscenizacyjnych, zastępując kukiełki — żywymi aktorami w wielkich, wyolbrzymiających maskach.
Rozpróżniaczonemu, przesyconemu „wazelinizmem” i pustką umysłową światowi dworskiemu pokazanemu w karykaturalnych maskach — przeciwstawiono realistyczne postacie chłopców z ludu, reprezentujących zdrowy rozsądek i postępową myśl społeczną, wydobywając tym samym właściwy sens i akcent ideologiczny baśni Andersena. Dzięki temu „Groteska” uniknęła grożącego tu łatwo niebezpieczeństwa popadnięcia w formalizm czysto zewnętrznych efektów rewii kukiełkowej.
Wystawieniem „Nowych szat króla” Władysław Jarema pokazał jak szeroki jest wachlarz możliwości i zasięgu teatru lalkowego, który utarło się uważać za teatr wyłącznie dla dzieci. Nowa forma wprowadzenia na scenę „żywych kukiełek”, posiada szczególnie szerokie perspektywy przy widowiskach na wolnym powietrzu, dostępnych dla większej liczby widzów.
Krakowska „Groteska” ma jeszcze jedną cechę charakterystyczną: największy nacisk kładzie się na wyrównaną grę całego zespołu. Nie sposób jednak nie wyróżnić spośród wykonawców Tadeusza Walczaka, który zagrał z nieporównanym humorem wieprzkowatego króla.
W całości spektaklu, obok świetnych dekoracji i kapitalnych masek (M. Mikulski i J. Skarżyński) uderza także niezwykłe zharmonizowanie każdego ruchu wykonawców z oprawą muzyczną — dziełem Zb. Jeżewskiego, który wywiązał się ze swego zadania na piątkę.
Tyle o stronie pozytywnej „Nowych szat”. Raziła natomiast nieco niesmaczna scena końcowa, w której nagi król ukazuje publiczności zakończenie swych pleców w pełnej okazałości. W sumie jednak „Nowe szaty króla” to widowisko udane. Dobrze stało się że publiczność warszawska otrzymała sposobność ujrzenia go na scenie stołecznej.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_2>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>